Solina 2011

W dniach 7-11 września 2011 po raz kolejny wyruszyliśmy ze Stowarzyszeniem Kulturalno-Turystycznym „Sekstant” z Warszawy, aby odkrywać piękno uroczych zakątków naszego kraju. Nie Mazury, nie Kaszuby, a tym razem Bieszczady i Jezioro Solińskie stało się celem naszej wyprawy.

Na rejs udała się skromna grupa ok. 20 pracowników Vattenfall Heat Poland S.A, zapalonych żeglarzy. Wszyscy podróżowaliśmy w jednym busie, dzięki czemu można było szybciej się poznać.

Późnym wieczorem dojechaliśmy do Polańczyka nad Przystań Zjawa i Spinaker. Pozostało nam już tylko się zaokrętować na jachtach, iść spać i przeczekać tym samym nocny deszcz.

W czwartek nad ranem w promieniach ciepłego słońca ukazało się naszym oczom piękno okolicy, która już powoli przygotowywała się na nadejście jesieni. Mieliśmy cały dzień na swobodne żeglowanie i zwiedzanie uroczych zakątków jeziora, aby wieczorem wszystkie 5 załóg mogło spotkać się w przystani „U Bolesława”, gdzie czekało nas ognisko, ciepły posiłek i tańce.

W piątek 9 września na próżno było szukać innych jachtów na jeziorze, w dodatku poranek przywitał nas silnym wiatrem i wypływać trzeba było na zrefowanych żaglach. O Jeziorze Solińskim piszą, że kto na nim nauczy się dobrze żeglować, ten nie będzie miał problemów z żeglowaniem gdziekolwiek na śródlądziu. Wiatry wieją tu z każdej strony, spadają z wysokich brzegów albo po wyjściu z zakrętu uderzają w dziób, jakbyś wpłynął w dyszę. Inną ciekawostką mogą być też dwa jachty płynące obok siebie, w tym samym kierunku ale innym halsem.

W weekend ruch na jeziorze ożył. Można było już mijać się z tramwajami wodnymi, Omegami, Antilami, albo i nawet TES 32 Dreamer. Razem z weekendem i masowym oblężeniem jeziora przez innych żeglarzy przyszła też typowo wiosenna, słoneczna ale i wietrzna pogoda. Prawdziwy wiatr w żagle można łapać na tzw. patelni w okolicach tamy. Trzeba przyznać, że każde wyjazdy „Sekstantu” są trafione pod względem pogody.

Na sobotę zaplanowane były regaty. Po wypłynięciu z zatoki Olechowiec nastąpiło wyrównanie w zatoce Teleśnickiej, w której to „wystartowaliśmy” wyścig do Polańczyka. Walka była zacięta - głównie z łapaniem słabego wiatru w żagle na starcie i balastowaniu obciążeniem :). Prawdziwym bajdewindem i przy dobrym wietrze można było dopiero popłynąć na wysokości za Martwym Lasem. Ale co się trzeba było nahalsować :). Na zakończenie regat, wieczorem, czekała nas miła niespodzianka - wielka impreza szantowa na Wyspie Dużej, gdzie mogliśmy posłuchać grających zespołów, zjeść lądowe żarcie, potańczyć a na końcu podziwiać pokaz sztucznych ogni. Kto był zainteresowany, mógł nawet zobaczyć walkę Adamek vs Kliczko w telewizji.

Niedzielny poranek był bardzo spokojny. Trzeba tu zaznaczyć, że na Solinie żaglówki mają na wyposażeniu tylko silniki elektryczne zasilane z akumulatora. Taki właśnie silnik pozwolił nam na bezszelestne przepłynięcie wczesnym porankiem do macierzystego portu. Po zdaniu jachtów reszta niedzieli było już tylko zarezerwowana na zwiedzanie Bieszczad, lądem. Po oddaniu łodzi i nagrodzeniu załóg zwycięskich w regatach pozostało nam już tylko uroczyste opuszczenie bandery przy dźwiękach dzwonu i oficjalnie zakończyć sezon żeglarski. Atrakcjami jakie nas spotkały było zwiedzanie zapory, pyszny smażony pstrąg na obiad w restauracji i przejażdżka kolejką bieszczadzką z Przysłupu do stacji Majdan. Ostatnim punktem wycieczki było odwiedzenie Siekierezady - baru mającego niezwykle oryginalny, wręcz niespotykany wystrój. Moim zdaniem jeden z obowiązkowych przystanków w Bieszczadach.

Zauroczeni pięknem Bieszczadów ruszyliśmy w drogę powrotną do Warszawy. Takie wyprawy są wyśmienitą okazją do poznania pięknych zakątków Polski, docenienia tego co mamy „u siebie” w Polsce.

W tym miejscu pragniemy podziękować organizatorom za trud włożony w przygotowanie zamknięcia Sezonu Żeglarskiego 2011r.

Mariusz, Gosia, Ola, Maciek, Paweł i Jędrzej.


Zapraszamy do obejrzenia zdjęć


Główna strona